
|


Teksty Krasnoludy
Kowale trudu i obłudy,
Złotnicy zła, szlifierze zysku
Myśl nazywają córką nudy
Choć są więźniami swych pomysłów,
Wycisną wszystko z ziemskiej grudy -
Przewrotne, chciwe krasnoludy
Tak opisał krasnoludów poeta Jacek Kaczmarski. Czy słusznie? Trudno powiedzieć, bowiem krasnoludów, tak jak i prawie każdą inną rasę, trudno jednoznacznie ocenić. W ich długiej historii było miejsce na wielkie czyny i zdradę, na chciwość i honor, na wspaniałe zwycięstwa i długo opłakiwane klęski. Spróbujmy przyjrzeć się bliżej rasie, która w historii Ardy zawsze pozostawała na drugim planie, w cieniu elfów i ludzi, a nawet hobbitów, ale jednocześnie rasie, która na Ardzie pojawiła się jako pierwsza.
Krasnoludowie wyróżniali się spośród innych wolnych ras swym pochodzeniem - nie zrodzili się bowiem z myśli Iluvatara, przynajmniej nie bezpośrednio, lecz stworzył je Aule, jeden z Valarów, Potęg Ardy. Zanim na świecie pojawili się elfowie, niecierpliwy Aule, kowal wśród Valarów, ukształtował w ciemnościach Śródziemia krasnoludów. Nie wiedząc, jak dokładnie mają wyglądać Dzieci Iluvatara, nadał im postać, jaka jemu wydawała się odpowiednia - i taką zachowały do dziś. Chociaż postępował wbrew woli Jedynego, Eru pozwolił krasnoludom żyć. Zaszczepił w nich myśl i chociaż siedmiu ojców krasnoludzkiego plemienia zbudzić się miało ponownie dopiero, gdy na świat przyjdą elfowie, to oni właśnie byli pierwszymi przedstawicielami wolnych ras na Ardzie. Już wtedy, u zarania dziejów, rzekł Eru do Aulego: "...Często też między twoimi a moimi dziećmi wybuchać będą spory, moje przybrane dzieci będą się wadziły z moimi pasierbami". Tak też miało się stać w przyszłości.
Doprawdy, trudno o lepszy opis krasnoludów, niż autorstwa samego Tolkiena, który pisze w "Silmarillionie": "Aule dał krasnoludom krzepę i wytrwałość. Dlatego są twardzi jak kamień, uparci, w przyjaźni wierni, w nienawiści zawzięci; lepiej niż wszystkie inne obdarzone mową stworzenia znoszą trudy, głód i cielesne rany. Żyją też długo, o wiele dłużej niż ludzie, lecz nie są nieśmiertelni.". W dodatkach do "Władcy Pierścieni" również znajdujemy krótką charakterystykę tej rasy: "Krasnoludowie są na ogół hartowni, zawzięci, skryci, pracowici, nie zapominają krzywd ani dobrodziejstw; kochają kamienie, klejnoty i rzeczy zrobione ręką biegłego rzemieślnika bardziej niż to, co żyje własnym życiem. Nie są wszakże źli i [...] bardzo niewielu krasnoludów dobrowolnie poszło na służbę Sił Ciemności...". Wszystkie te cechy potwierdziły się na przestrzeni wieków.
Mówi się, że było siedmiu ojców krasnoludzkiego plemienia i każdy z nich założył podziemne królestwo, z kronik zachowały się jednakoż wzmianki jedynie o trzech - twierdzach Belegost i Nogrod w Górach Błękitnych, oraz wielkich kopalniach Khazad-Dum, nazwanych w późniejszych latach Morią. To ostatnie królestwo, założone przez Durina I-go zwanego Nieśmiertelnym, uważane jest za najwspanialsze dzieło rąk krasnoludzkich, jakie kiedykolwiek powstało. Niemniej, twierdze Gór Błękitnych niewiele ustępowały mu chwałą.
W Pierwszej Erze krasnoludowie długie lata pozostawali na dalszym planie. Podczas, gdy Noldorowie i Sindarowie toczyli z Morgothem wojny o Beleriand, krasnoludzkie twierdze rozwijały się w spokoju, zaś ich mieszkańcy handlowali z elfami i ludźmi, rzadko biorąc udział w kampaniach wojennych elfijskich władców. Belegost i Nogrod położone były daleko od Angbandu i nie wchodziły w obszar bezpośrednich zainteresowań Morgotha. Niemniej, zaciekłość Naugrimów, jak zwykli zwać krasnoludów Noldorowie, Władca Ciemności poznał podczas Nirnaeth Arnoediad, Bitwy Nieprzeliczonych Łez. Krasnoludowie z Belegostu przyłączyli się wtedy chętnie do Ligi Maedhrosa, sojuszu, który miał doprowadzić do upadku Thangorodrimu, dostarczyli również wojskom elfów wiele znakomitego oręża, od lat wykuwanego w podziemnych kuźniach swej fortecy. Nawet bowiem wśród swych pobratymców mieszkańcy Belegostu słynęli jako najlepiej wprawieni w obróbkę metali i wykuwanie broni. W smutnych dniach bitwy, która mogła zakończyć panowanie Morgotha w Beleriandzie, a skończyła się całkowitą klęską sprzymierzonych wojsk elfów, ludzi i krasnoludów, Naugrimowie wsławili się wielce szczególnie w walce ze smokami, nikt bowiem tak jak oni nie wytrzymywał ognia smoczego, tak dzięki częstej pracy przy gorących piecach w swych kuźniach, jak i dzięki żelaznym maskom, szkaradnym, acz chroniącym przed smoczymi płomieniami. Osłaniając odwrót Noldorów, krasnoludowie otoczyli Glaurunga, ojca smoków, a władca Belegostu, Azaghal, nim padł, zadał jaszczurowi okrutną ranę, przez co Glaurung musiał wycofać się z pola walki. Czynem tym zasłynął w pieśniach tak wśród swych pobratymców, jak i wśród innych ludów Śródziemia. Po raz pierwszy Morgoth poczuł, że krasnoludów lepiej mieć po swojej stronie...
Niestety, po tak odważnym czynie przyszły wydarzenia, które na trwałe wpisały się ujemnie w stosunki krasnoludów z elfami, a to za sprawą chciwości kowali z Nogrodu. W tamtych dniach często podróżowali oni do Beleriandu i często przebywali w Menegroth w Doriathu, goszcząc u króla Thingola. Stało się, że na dwór ten trafił również Hurin, wypuszczony przez Morgotha z niewoli po 28-miu latach. On to przyniósł Thingolowi naszyjnik Nauglamir, który niegdyś najlepsi złotnicy z Nogrodu i Belegostu wykonali dla Finroda Felagunda, wówczas władcy Nargothrondu, a który to Nauglamir właśnie w ruinach Nargothrondu Hurin znalazł. Nie są dla naszej sprawy istotne szczegóły rozmowy Hurina z Thingolem, bowiem nie tyczą się one krasnoludów, niemniej po odejściu człowieka król elfów zapragnął wprawić w Nauglamira Silmaril, który przed laty Beren przyniósł mu w darze za rękę Luthien. Zapytał przeto przebywających właśnie w Menegroth krasnoludów, czy podjęliby się zadania połączenia największych dzieł krasnoludzkiego i elfijskiego plemienia, a ci podjęli się tego zadania bez wahania. Wiele dni pracowali, a Thingol często przesiadywał wśród nich doglądając powstającego dzieła. Gdy jednak naszyjnik był gotowy, nad honorem krasnoludów górę wzięła chciwość i odmówili oddania skarbu królowi. Ten w gniewie kazał się im wynosić z Doriathu, lecz był sam, bez straży w podziemnych kuźniach Menegroth i rozjuszeni krasnoludowie zabili go miast oddać nienależny im naszyjnik. Chociaż prawie wszyscy zostali zabici, zanim udało im się zbiec z Doriathu, dwóch dotarło do Nogrodu, gdzie przedstawili władcy miasta zgoła inną wersję wydarzeń. Armia krasnoludzkiej twierdzy ruszyła na królestwo elfów, nie chronione już Obręczą Meliany i spustoszyła je, chociaż w powrotnej drodze została rozbita przez wojska Berena i przez entów. Żądza posiadania Nauglamira z Silmarilem była zbyt duża, by krasnoludowie mogli się jej oprzeć, chciwość zaślepiła ich doprowadzając do bezsensownej wojny z elfami, z której cieszyć mógł się tylko Morgoth.
Pierwsza Era skończyła się Wojną Gniewu, podczas której Beleriand zakryło morze, a łańcuchy górskie zmieniły swój kształt - Belegost i Nogrod legły w gruzach, a nieliczni ocaleli krasnoludowie udali się do Khazad-Dum, ostatniego wielkiego królestwa ich rasy. Już nigdy nie mieli osiągnąć takiej potęgi, jak podczas Dawnych Dni.
W historii Pierwszej Ery niewiele mamy wskazówek, charakteryzujących osobowość krasnoludów. Mimo doniosłości niektórych ich czynów Tolkien niewiele pisze o nich samych, ograniczając się do suchych faktów z historii Ardy. Wiemy więc, że krasnoludowie byli wspaniałymi wojownikami, wiemy, że nikt nie mógł dorównać im w obróbce metali i kruszców, oraz że szczególnie mocno pożądali bogactw. Warto zwrócić uwage na fakt, że w tamtych czasach nigdy nie sprzymierzyli się z Morgothem - Władcy Ciemności zawsze łatwiej było usidlić ludzi.
Nastała Druga Era świata, najprzedniejsi z synów ludzkich zamieszkali na wyspie Numenor, a Morgoth na zawsze został wypędzony ze Śródziemia. Elfowie przenieśli się do Lindonu i dalej na wschód, większość zaś Śródziemia zamieszkiwali ludzie. W tych czasach jedynym wspominanym w kronikach królestwem krasnoludzkim był Khazad-Dum, położone głęboko pod Górami Mglistymi. Na zachód od krasnoludzkich kopalń, w Eregionie, elfowie założyli państwo Hollin i żyli w zgodzie z plemieniem Durina, dzięki czemu obie strony mogły czerpać korzyści ze wzajemnej współpracy. Elfowie z Hollinu trudnili się wówczas wyrobem klejnotów, z których największą sławę zyskały Pierścienie Władzy. Jednakże, przy tworzeniu większości Pierścieni brał udział Sauron i wykuł Pierścień Jedyny, Pierścień Rządzący, dzięki któremu miał władzę nad wszystkimi innymi. Jedynie Trzy Pierścienie elfów nie były skażone złem Saurona - one zostały przed nowym Panem Ciemności ukryte. Jednakże Sauron rozdał inne, mniej potężne pierścienie między synów ludzi i krasnoludów, chcąc w ten sposób łatwiej ich usidlić. Jakkolwiek przy ludziach mu się udało, z krasnoludami nie poszło mu tak łatwo - byli bowiem niezwykle odporni na wszelkie oddziaływanie magiczne i nie dali się opanować ani przemienić w cienie. Jak możemy przeczytać w dodatkach do Władcy Pierścieni, "Pierścień [...] wywierał na nich tylko ten wpływ, że rozpalał w nich namiętne pożądanie złota i klejnotów tak, iż wszystko inne, najlepsze nawet rzeczy, mieli za nic i pałając strasznym gniewem na tych, którzy im te najbardziej umiłowane skarby wydarli, gotowi byli krwawo pomścić swoją krzywdę".
Gdy Sauron zniszczył Hollin, bramy Khazad-Dum zostały zamknięte i krasnoludowie odcięli się od świata. Ich forteca była twierdzą nie do zdobycia, ponadto Władca Ciemności nigdy nie stawiał sobie zniszczenia krasnoludów za najważniejszy cel.
Gdy wiele lat później Druga Era kończyła się Ostatnim Sojuszem i wojną z Sauronem, tylko nieliczni krasnoludowie wzięli w niej udział. Walczyli po obu stronach, aczkolwiek plemię Durina z Khazad-Dum wspierało armie Gil-Galada i Elendila. Nie odegrali jednak większej roli w pokonaniu Saurona ciągle pozostając w bezpiecznym schronieniu swoich kopalń.
Do połowy Trzeciej Ery sytuacja się nie zmieniła, chociaż Eregion był spustoszony, Sauron nie miał możliwości zdobycia z zewnątrz Morii i za zamkniętymi bramami swojego królestwa krasnoludowie ciągle przechowywali nienaruszone bogactwa i wciąż drążyli nowe pokłady swych kopalń. Około roku 1980 III Ery w Morii znów panował Durin, szósty król tego imienia. Sauron wzrastał wtedy w potęgę i chociaż nie domyślano się jeszcze, że to właśnie on powraca, to wszelkie złe stwory zaczęły budzić się do życia w całym Śródziemiu, wcześniej niż inni wyczuwając nadejście swego pana. Krasnoludowie podówczas kopali głęboko pod Barazinbarem szukając mithrilu, który z biegiem czasu coraz trudniej było zdobywać. Przy pracach tych zbudzili na swą zgubę Balroga, sługę Morgotha, który przetrwał Wojnę Gniewu i od tego czasu skrywał się w korzeniach ziemi. Demon zabił króla Durina, a w rok później jego syna Naina I-go i wypędził krasnoludów z Morii. Tak przeminęła świetność największego krasnoludzkiego królestwa w historii Śródziemia i jak dotąd nie było dane gospodarzom wrócić na stałe do swych kamiennych domostw. W Khazad-dumie zalęgli się orkowie, a w głębokich tunelach ciągle czaiła się Zguba Durina, jak krasnoludowie nazywali Balroga.
Po wygnaniu z Morii dzieci Aulego rozpierzchły się po całym prawie Śródziemiu zamieszkując w Górach Błękitnych na zachodzie, mało jeszcze wtedy znanych Górach Szarych na północy oraz w Ereborze, gdzie Thrain I założył królestwo pod Samotną Górą. Tam, w nowo założonych kopalniach, znalazł drogocenny kamień - Serce Góry, później zwany Arcyklejnotem Thraina.
Syn jego, Thorin I, królował krasnoludom w Górach Szarych, gdzie skupiło się najwięcej uchodźców z Morii. Nie było jednak dane krasnoludom długo cieszyć się nowym państwem, nie minęło 400 lat, a z północy przybyły zimne smoki i zaczęły nękać krasnoludów w ich podziemnych miastach. Gdy król Dain I wraz ze swym synem Frorem zostali zabici przez smoka na progu swej włąsnej komnaty, krasnoludowie zdecydowali się opuścić Góry Szare i niektórzy wrócili do Ereboru, a niektórzy przenieśli się do Żelaznych Wzgórz.
Mieszkańcy Samotnej Góry przyjaźnili się z żyjącymi nieopodal ludźmi, poza klejnotami wyrabiali bowiem wysoko cenione oręż i zbroje. Utrzymywali też ożywione stosunki ze swymi pobratymcami z Żelaznych Wzgórz. W tych latach królestwo Pod Górą rozkwitło i krasnoludom żyło się bardzo dobrze, urośli jednak w bogactwa i to stało się przyczyną ich zguby. Usłyszał bowiem o nich Smaug Złoty, największy z żyjących smoków, pożądający bogactwa jak niczego innego w świecie. Napadł znienacka na krasnoludów w płomieniach opadając na Samotną Górę, w krótkim czasie spustoszył caly kraj wraz z położonym nieopodal ludzkim miastem Dal. Potem wtargnął do największej hali pod Górą i legł na stosach złota.
Niewielu krasnoludów ocalało z tego pogromu, lecz był między nimi król Thror wraz z synem Thrainem II i jego dziećmi, Thorinem, Frerinem i Dis. Wraz z rodzinami przez lata pędzili tułacze życie nigdzie nie mogąc osiąść na stałe. W końcu Thror, którego umysł zmącony już był przez wiek, a może też przez działanie ostatniego z Siedmiu Pierścieni, zdecydował się opuścić rodzinę. Udał się do Morii, gdzie został zabity i brutalnie poćwiartowany przez Azoga, władcę orków gnieżdżących się za tamtych dni w Khazad-Dum. Dowiedział się o tym Thrain i wzburzony do granic możliwości rozesłał na cztery strony świata gońców, by zebrać krasnoludzką armię i ruszyć na wojnę z orkami. Minęły lata, nim wojsko było gotowe, a poza licznymi zastępami plemienia Durina przyłączyło się do nich wielu dzieci innych ojców krasnoludzkiego plemienia. Armia to była wielka, a że gniew w mężnych sercach krasnoludów jarzył się świeżym ogniem, ruszyli natychmiast i zdobywali orkowe twierdze jedna po drugiej, znacząc swój marsz śmiercią i zniszczeniem. W końcu doszło do wielkiej bitwy pod wschodnią bramą Morii, gdzie poległ Nain, dowódca armii z Żelaznych Wzgórz, a jego syn Dain zwany Żelazną Stopą zabił Azoga tuż przy progu Morii.
Chociaż bitwa skończyła się zwycięstwem krasnoludów, ich radość zmącona była ciężkimi stratami. Wiedzieli również, że nie są na tyle poteżni, by przejąć we władanie Khazad-Dum. "[...]Ruszyliśmy na tę wojnę żeby wziąć pomstę i pomstę mamy. Ale nie jest słodka. Jeśli to ma być zwycięstwo, za małe są nasze ręce, żeby je utrzymać". Za bramą Morii nadal czyhała bowiem Zguba Durina.
Thrain i Thorin wrócili potem do swych kuźni w Dunlandzie, a niedługo później osiedli na wygnaniu w Ered Luin, Górach Błękitnych. Tam żyli lat wiele, aż w końcu Thrain, którego męczyła podgrzewana przez Pierścień żądza złota, wyruszył wraz z kilkoma kompanami do Ereboru. Nigdy jednak tam nie dotarł, bowiem w Mrocznej Puszczy porwali go słudzy Saurona i zawiedli do Dol Guldur, gdzie Sauron odebrał mu Pierścień i gdzie niedługo potem Thrain zmarł. Thorin miał wtedy dziewięćdziestiąt lat.
Król na wygananiu długo pracował jak zwykły rzemieślnik, lecz ogień w jego sercu nie zgasł i z czasem rozpalał się coraz bardziej, gdy Thorin rozpamiętywał krzywdy swego rodu i obowiązek zesmty na smoku, przekazany w dziedzictwie przez ojca. Nie było już jednak armii, nie było sojuszy i Thorin musiał dusić swój gniew przełykając z trudem swą bezsilność.
Lecz los musiał się w końcu odwrócić na korzyść krasnoludom i tak Thorin spotkał czarodzieja Gandalfa. Obu bardzo niepokoił smok rządzący pod Górą, chociaż niewątpliwie motywy mieli różne. Gandalf jednak pomógł zorganizować wyprawę i trzynastu krasnoludów pod wodzą Thorina ruszyło na wschód, by odebrać zagrabione dziedzictwo. Do drużyny dołączono hobbita Bilba, chociaż nikt poza Gandalfem nie umiał zrazu przewidzieć, na cóż może on być przydatny.
Krasnoludy dotarły do Ereboru i tam przyczyniły się ostatecznie do zabicia Smauga, chociaż śmiertelny cios zadał mu łucznik Bard z Esgartoth, miasta na jeziorze. Tam, pod Samotną Górą, rozegrała się Bitwa Pięciu Armii, w której poległ Thorin i wielu innych dzielnych wojowników, tak krasnoludzkich, jak i elfijskich oraz ludzkich. Jednakże armia orków i wargów została rozbita, a królestwo Pod Górą znowu odżyło - panowanie przejął w nim Dain Żelazna Stopa, krewniak Thorina i prawowity spadkobierca Durina. W latach wojny o Pierścień król Dain wraz z królem Brandem, synem Barda, pokonali wojska Saurona na północy, chociaż obaj władcy przypłacili ten bój życiem. Gdy mówi się o bitwie na polach Pelennoru nieraz zapomina się, że nie tylko na południu trwała wojna, a gdyby nie bohaterska postawa krasnoludów i ludzi z Ereboru, Eriador mógł zostać spustoszony mimo zwycięstwa Gondoru na południu.
Po wojnie o Pierścień rozkwitło nowe krasnoludzkie państwo, bowiem Gimli, jeden z Dziewiątki Wędrowców, sprowadził na południe wielu swoich pobratymców z Ereboru i zamieszkali w Błyszczących Jaskiniach Aglarond w Rohanie, których Gimli został władcą. Gdy jednak ze Śródziemia odszedł król Elessar, Gimli odpłynął za morze wraz ze swym przyjacielem, elfem Legolasem. Tą wzmianką kończy się historia krasnoludów w Śródziemiu. Nie wiadomo jak potoczyły się ich losy dalej, czy królestwa Aglarondu, Samotnej Góry czy Żelaznych Wzgórz przetrwały, czy też strawił je czas, któremu jedynie człowiek zdolny był stawić skuteczny opór. Być może gdzieś w korzeniach niedostępnych gór potomkowie Durina żyją do dziś?
Starałem się możliwie wiernie pokazać historię krasnoludów, bowiem w niej tylko leżeć może klucz do rozgryzienia charakteru tej rasy. W twórczości Tolkiena krasnoludowie zawsze stanowili tło dla historii elfów i ludzi, może poza "Hobbitem", jednakże tego ostatniego trudno uznawać za wykładnię krasnoludzkiego charakteru, przez wzgląd na jego bajkowy charakter. Obawiam się, że wszelkie próby opisania osobowości krasnoludów będą tylko powielaniem zwięzłego, acz pełnego opisu autorstwa samego Tolkiena, który przytoczyłem na początku tej pracy.
Dodać można jeszcze, że krasnoludy uznają Aulego za swego stwórcę i opiekuna, a zwą go Mahalem. Wierzą, że Aule po śmierci zabiera ich do Mandosu, do specjalnie dla nich przygotowanych siedzib. Legenda głosi, że Aule objawił ich praojcom, iż Iluvatar ich uświęci i przyjmie w grono swych dzieci gdy dopełnią się dni, by mogli pomóc Aulemu przy odbudowie Ardy po Ostatniej Bitwie.
Ciekawe jest podejście krasnoludów do własnych kobiet oraz ojczystego języka - wśród krasnoludzkich kobiet kroniki piszą tylko o Dis, siostrze Thorina Dębowej Tarczy, a i o niej wiadomo bardzo niewiele. Dla innych ras kobiety krasnoludzkie były nie do odróżnienia od mężczyzn, bowiem jak oni nosiły brodę i miały podobną budowę ciała. Można przypuszczać, że kobiety były wśród krasnoludów płcią rzadziej występującą, jako że mężczyźni często wiedli życie żołnierza i wielu z nich musiało ginąć. Jednakowoż pewnych informacji w tym względzie nie ma.
Jeśli chodzi o krasnoludzki język, był on głęboko skrywaną tajemnicą tego ludu. Porozumiewali się nim tylko i wyłącznie między sobą a i to nie zawsze i był on strzeżony i pielęgnowany jak bezcenna spuścizna przeszłości. Język ten znamy tylko z kilku nazw geograficznych, np. Khazad-Dum, oraz z okrzyku Gimlego, który słyszano na wielu polach bitew od zarania dziejów - Baruk Khazad! Khazad ai-menu! (Topory krasnoludów! Krasnoludowie biją!). Swych prawdziwych imion krasnoludowie nigdy nie wyjawiali innym plemionom, nie pisano ich nawet na grobowcach. Aż do końca świata pozostaną one dla nas tajemnicą.
Mellon!
Drzwi Morii otwierają się powoli, majestatycznie. Światło pochodni lekko rozświetla kamienne ściany. W głębi słychać echo ściekających po ścianie kropel wody... Wszędzie jest ciemno i cicho, chociaż w powietrzu czuć głosy, które kiedyś dawno tu pobrzmiewały.
Chodźmy dalej, w głąb jaskiń. Korytarze ciągną się tu dziesiątkami mil, bez przewodnika nie sposób znaleźć odpowiednią drogę. Ja jednak wiem, gdzie iść... Tędy przed wiekami szła dziewiątka wędrowców, czy pamiętasz? Ich imiona na stałe wryły się w fundamenty świata...
Odchylmy trochę te drzwi. W tej grocie jest studnia, do której ktoś kiedyś wrzucił kamień. Po dziś dzień leży na dnie, w korzeniach gór. Wsłuchaj się... czy słyszysz szum wody? Tam na dole są źródła, których nigdy nie skalała ludzka stopa. Ruszajmy...
Idziemy skalnym korytarzem, wykutym tysiące lat temu. Mijamy sale i rozgałęzienia. Gdzieniegdzie widać szczątki oręża, których dotąd nie zniszczył czas. Przystań na chwilę! Czy słyszysz? W głębi ciągle rozchodzi się echo orkowych bębnów. Dum-dum, dum-dum... Nie bój, już ich tam nie ma.Tu już nikogo nie ma.
Chodźmy dalej. Kamienne kolumny z obu stron korytarza przywodzą na myśl niegdysiejszą potęgę. Potęgę, która dawno już przeminęła. Ale korytarz się kończy, przed nami sala. Znasz ją, prawda? Tak, to sala Mazarbul, sala kronik. Zatrzymaj się na chwilę, wsztrzymaj oddech. Tutaj leży ostatni król Morii, Balin, syn Fundina. Nie udało mu się odrodzić królestwa przodków...
Tu się rozstaniemy. Do wyjścia już niedaleko, trafisz sam, idź drogą, którą Ci opisałem. Ja zostanę tutaj, przy grobie. Będę czekał, aż spadkobiercy Durina wrócą po swoje dziedzictwo. Wiem, że to zrobią. Żegnaj!
|
|
 |